Skoro jedni bliscy mnie rozumieja bez problemu,
dlaczego z tymi najbliższymi nie potrafię dojść do porozumienia?
czy sa wtedy tymi najbliższymi ?
coraz silniej cisnie mi sie na usta słowo "nie".
chciałam dobrze, wyszło jak zwykle.
tylko jakos nie chce mi sie znowu dzwonic, udawac ze wszystko jest w porzadku. Bo nie jest.
dlaczego ludzie twierdzą ze sie o mnie troszcza, chodz nie chca spojrzec na moja sytuacje, stawiajac sie na moim miejscu? tylko patrza na wszystko widzac swoje krzywdy, jakbym nic nie czuła i robia wszystko z własnej nieprzymuszonej woli, jakby wszystko odemnie zalezało.
wyglada to jakbym robila z siebie ofiara, ale nie czuje sie jako ofiara.
jestem poprostu zmeczona nieporozumieniem.
ze strony najblizszych i mojej.
bo naprawde chce ich zrozumiec, tylko nie jestem w stanie.
jestem dla nich zaglupia, na to wychodzi.
Wciaz mi sie wydaje ze nie jestem w stanie ując tego co czuje,a wszystko to co pisze jest jedynie wyplakaniem sie, a przeciez chce wam postawic pytanie. chce byscie pomogli mi rozwiazac ten problem, spojrzeli na to obiektywnie, trzezwo. bo tego mi brakuje.
Devious Comments
--
nyu?
My English is suck.
sorry.
Previous Page12Next Page